Zapytałam Kielar – w trzecim roku naszej współpracy – jak z perspektywy czasu odbiera wszystkie te nasze spotkania. Po chwili namysłu opowiedziała mi o tym, jak stopniowo się otwierała i angażowała w ten proces. Odważyła się, zaufała i nauczyła. Psychologia wyczynu™ zakłada bowiem, że zawodnik nabywa konkretnych umiejętności z zakresu autohipnozy sportowej, co zresztą słychać w jej wypowiedziach:

(…) W lekkiej atletyce ciągle jesteś oceniany i porównywany do innych. Wystarczy jeden dobry wynik, żeby ludzie zaczęli pompować balonik w postaci oczekiwań i wywierania presji. Do momentu przyjścia do Pani nie zdawałam sobie sprawy, jak ważne jest skupienie na sobie i bycie w procesie, szczególnie jako osoba, która zawsze przejmowała się tym, co pomyślą inni, a to uniemożliwiało mi wejście w korzystny stan.

Oczywiście początki nigdy nie są łatwe:

(…) Na samym początku nie rozumiałam, na czym to ma polegać, nie do końca wierzyłam, że te metody mogą działać. Ale najbardziej do pracy motywowało mnie to, że czułam się rozumiana, a w dodatku ogrom wiedzy, jaką Pani posiada, sprawiał, że czułam się spokojna o swój los. Nauczyłam się, jak być na sobie i zaufałam procesowi, a to zdystansowało mnie od wyniku. W konsekwencji zaczęłam w siebie wierzyć i na nowo cieszyć się sportem.

(…) Dla mnie najtrudniejsze było otwarcie się przed Panią. Ciężkim zadaniem było również zmienienie narracji – tego, w jaki sposób wypowiadam się na temat przeżytych doświadczeń, a także interpretowanie emocji, jakie przy tym towarzyszyły. Trudne okazało się też bycie w procesie. Bardzo często moja „dawna wersja” wygrywała z tą nową w momencie ulegania myśleniu wynikowemu. Myślę, że nadal nie opanowałam tych umiejętności w 100%, ale nie sprawia mi to już takich trudności.

Najważniejsze, że rozumiejąc z czasem psychologiczne mechanizmy, zawodniczka nauczyła się mentalnie przygotować do swojego biegu, zwłaszcza wtedy, kiedy biegnie pod presją:

(…) Przez całą naszą współpracę nauczyłam się decydować o tym, co ma być w moim punkcie skupienia uwagi w danym momencie, i skutecznie pozbywać się dystraktorów, które utrudniały mi to zadanie. Cennym skillem jest bycie w procesie i wycofanie wobec wyniku. Dzięki temu czuję większy spokój odnośnie treningów i startów. Stałam się bardziej uważna na myśli i na to, co czuję, przez co łatwiej jest mi to kontrolować i wywoływać korzystny stan. Coraz łatwiej jest mi się skupić na sobie i na swoich założeniach.

A podejście, że trening mentalny jest integralną częścią całego procesu przygotowań wyczynowca, wydaję się jedyne i słuszne:

(…) Chcę dalej kontynuować rozwój mentalny i doskonalić umiejętności nabyte podczas całej współpracy. Trening mentalny ma sens tylko wtedy, gdy naprawdę tego chcemy, ufamy procesowi i wierzymy w jego skuteczność. Do tego wszystkiego dobrze jest być systematycznym i powtarzalnym.