Dekoncentracja w sporcie wyczynowym nie istnieje.

Należy uświadomić sobie, że dekoncentracja w sporcie wyczynowym nie istnieje, bowiem w punkcie skupienia uwagi zawsze znajdują się jakieś myśli. Ustalenie, co ma znajdować się punkcie skupienia uwagi, to pierwszy zabieg, jaki należy wykonać w pracy mentalnej. Drugim jest tworzenie indukcji hipnotycznej, która pozwala na wywoływanie stanu głębokiej koncentracji, zgodnie z wcześniej ustalonym programem.

To nie skoncentrowany umysł jest uważny, ale to umysł, który znajduje się w stanie uważności, może się skoncentrować. Koncentrowanie myśli może mieć charakter hipnotyczny, analityczny lub medytacyjny. Przy każdej zawężonej percepcji pojawia się hipnoza. Jeżeli masz ustaloną filozofię startową i startu na dany dzień - zgodnie z nią - nastąpi realizacja sugestii. To ważne, żeby nauczyć się czym żyć, jaką kierować się wizją oraz co odczuwać, zarówno szykując się do działania, jak i w trakcie wykonywania swojego zadania.

Nauka narracji, jak winna brzmieć autorozmowa, przed startem i w czasie jego trwania, to wiodący cel moich spotkań z wyczynowcami. Myślenie stanowi kluczowy element, który pozwala zachować optymalny poziom koncentracji. Sztuką jest myśleć o czynnościach, które wykonujesz poprawnie. Dzięki temu myślisz tylko o tym, o czym myśleć powinieneś. I jest to jedyna skuteczna metoda w sporcie wyczynowym, którą w skrócie można byłoby nazywać „Jak myśleć, żeby nie myśleć”.

To między innymi dlatego tworzę 10 TRANSOWĄ™, zawierającą dziesięć warunków, które trzeba spełnić, aby wejść w stan hipnozy sportowej. Wypracowana - w oparciu o nią - umiejętność koncertowania myśli, diagnozy stanu i regulowania go do korzystnego, kiedy to w konsekwencji zadanie wykonywane jest w transie, zapewnia powtarzalność oraz skuteczność działań sportowca.

 

*10 TRANSOWA™ w 2020 roku spotkała się z uznaniem i uzyskała akredytację Towarzystwa Hipnozy Terapeutycznej i Badań nad Hipnozą.


Remigiusz Kapica: W tym sezonie czułem się najbardziej kompletny z wszystkich poprzednich lat.

Justyna Macur: Połączyłeś pracę mentalną z siatkówką, jakie masz wrażenia?

Remigiusz Kapica: Doceniam te spotkania, chociażby z takiego powodu – przychodziłem wkurzony, wychodziłem spokojny. Nauczyłem się też formułować swoje zdania i wypowiedzi (śmiech). Oczywiście chodzi mi o moje podejście do tego co robię, o myślenie pozytywne i zadaniowe. Przy okazji odkryłem, jak i jakie myślenie wpływa na mój performance. Ta wiedza nie była mi dotąd znana, i dlatego z niej nie korzystałem. Ale dzisiaj już wiem, jak ze sobą rozmawiać, by realnie i szybko wpływać na swoją grę.

JM: Jestem ciekawa, co w Twoim odczuciu, wpływa na siatkarski performance?

RK: To trudne pytanie. Moim zdaniem największe korzyści przynosi poukładanie i skonfrontowanie się z problemami, zdecydowanie przed meczem. Wtedy mam spokojną głowę i mogę skupić się na swoim zadaniu. Dużo łatwiej wchodzi się wtedy w trans.

JM: Mówisz o rozgrywaniu swojego meczu w szatni, tak?

RK: Tak. Konfrontacja z różnym rzeczami w szatni zapewnia mi dobre wykonanie. Dzięki temu nauczyłem się większej uważności. Większa uważność wiąże się dla mnie z lepszym przygotowaniem do meczu. Wykorzystuję to również w trakcie grania, bo mogę szybko zdiagnozować siebie, przez co inaczej reaguję na różne sytuacje.

JM: Faktycznie można dostrzec Twoją przemianę w trakcie gry?

RK: W tym roku wyglądałem inaczej niż w poprzednich latach. Wiem, że moja mowa ciała się zmieniła. Jestem opanowany, bo przestałem się frustrować. Kiedyś frustrowały mnie moje błędy. Teraz, kiedy mam trudny moment, diagnozuję siebie, problem i staram się wyregulować swój stan, po to by kolejne piłki i sety wyglądały już inaczej w moim wykonaniu. Kiedyś działo się ze mną źle już do końca meczu, a dzisiaj potrafię to szybko odwrócić.

JM: Jak to robisz?

RK: Myślę, że weszło mi to już w nawyk. Najpierw szukam problemu. On może być fizyczny, techniczny, mentalny. Następnie koncentruję się na jego rozwiązaniu. Analizy meczów i to jak w nich grałem, które robiliśmy na spotkaniach, nauczyły mnie szybko i trafnie diagnozować sedno problemu. Posiadam wiedzę, co wpływa na moją wydajność, to na co mam wpływ - reaguję, a to na co nie mam – odpuszczam.

JM: Co najbardziej doceniasz w naszej współpracy?

RK: Cieszy mnie zdobywanie tej wiedzy i lubię odkrywać rzeczy, które zapewniają mi upgrade (śmiech). Podoba mi się, że przygotowując się mentalnie do meczu, w trakcie gry jestem jednocześnie do niej gotowy, ale i swobodny w tym działaniu.

Justyna Macur: Na zakończenie – powiedz,  jak oceniasz sezon?

RK: Uważam, że ten sezon był sezonem nauki. Muszę przyznać, że bardzo dobrze się w nim czułem. Czułem się najbardziej kompletny z wszystkich poprzednich lat. Wiem też, że bywały gorsze momenty, ale każdorazowo, na bieżąco wyciągałem wnioski, by nie stać w miejscu i iść do przodu. Są jeszcze pola, nad którymi chciałabym popracować, przede wszystkim nad głęboką koncentracją oraz nad tym, by było jak najmniej chwil zwątpienia w trakcie mojej gry. Podsumowując, wystawiam sobie 4 plus (śmiech).

JM: Dziękuję za rozmowę.


Justyna Macur: Przestańmy chcieć wygrywać i zacznijmy myśleć po mistrzowsku.

Polski sport ma przestać mówić sportowcom, że mają wygrywać, a zamiast tego powinien zacząć uczyć się mistrzowskiego myślenia, bowiem ego przywiązane do wyniku rozpala proces wątpliwości i strachu. Poza tym stale porównuje się z innymi i czuje zagrożenie. Takie ego nie może znieść porażki, ponieważ jego tożsamość jest całkowicie oparta na wygranej, a przegrana jest bezpośrednim ciosem dla walidacji, której pragnie.

Nauka mistrzowskiego myślenia, to nauka sprawowania kontroli nad tym, co i jak myślisz. Oznacza trening bycia wystarczająco świadomym, aby wybrać, co właściwie ma być w Twoim punkcie skupienia uwagi. Niezwykłe osiągnięcie wymaga intensywnego treningu umysłu, aby skupiał się on na procesie, a nie na rezultacie. Dlatego najbardziej produktywną ścieżką jest koncentrowanie się na nauce, jak być wysoce wydajnym.

Intencjonalne myśli są podstawą myślenia o wysokiej wydajności. Istotne jest to, jak nazywasz i jak postrzegasz swój start, jak myślisz o sobie i co jest możliwe oraz jak podchodzisz do wyzwań, swoich błędów czy sukcesów. To myśli kształtują Twoje doświadczenia oraz mają wpływ na zdolność do wyrażania Twojego talentu czy ciężko wypracowanych umiejętności.

Świadomie wyznaczaj swoją filozofię startową, bo to właśnie ona wpływa na Twoje myśli, słowa i czyny. I rozgrywaj swoje starty w szatni poprzez budowanie nastawienia na wysoką wydajność, a w szczególności poprzez umiejętny priming i diagnozę swojego stanu przed zawodami.


Julia Piotrowska: Nauczyłam się strzelać w transie świadomie.


Piotr Protasiewicz: temat treningu mentalnego w polskim żużlu raczkuje.

Justyna Macur: Temat treningu mentalnego jest Ci dobrze znany. A jak postrzegasz go dzisiaj pełniąc funkcje dyrektora sportowego?

Piotr Protasiewicz: Trafiając do Ciebie wiele lat temu zdecydowanie nie byłem orędownikiem pracy mentalnej. Przekonałem się o tym dopiero po pewnym czasie,  jednocześnie żałując, że trafiłem do Ciebie za późno. Od dwóch lat jestem w sztabie szkoleniowym i dostrzegam, że trening mentalny jest potrzebny zawodnikom oraz  że temat ten w polskim żużlu hmm.. raczkuje.

JM: Czym objawia się to raczkowanie?

PP: O kwestiach mentalnych nie mówiło się zbyt wiele 10 lat temu, dzisiaj mam wrażenie, że mówi się o tym więcej, ale to i tak temat tabu. Oczywiście, że świadomość żużlowców jest inna jak 15 lat temu, bo zmienia się świat, sport i sprzęt, dlatego trzeba się rozwijać. To samo dotyczy obszaru mentalnego, gdzie znajomość wiedzy, czynników i mechanizmów z tego zakresu po prostu pomaga. Obecnie jestem zwolennikiem pracy nad sferą mentalnej, chociaż pamiętam, że jako zawodnik byłem na nią obrażony. Ale to były czasy wypalenia, kiedy ten żużel mnie nie cieszył. Pojawienie się psychologii w moim sporcie spowodowało zmianę podejścia i przyjemność z jazdy. Zacząłem to robić jeszcze bardziej profesjonalnie, z pełnym zaangażowaniem i większą skutecznością.

JM: Skorzystałeś jako zawodnik, korzystasz jako dyrektor sportowy?

PP: Pewnie. Dalej  nasze rozmowy przynoszą mi spore korzyści. Począwszy od tego, że wiem jak się zachować i co mówić do zawodnika w szatni, czy między biegami, kończąc na tym,  że nasze wspólne dyskusje mają dla mnie charakter wspomagający i kontrolny (śmiech). Dzięki nim unikam skrajności. Jako dyrektor doświadczam stresu, ale wspólne rozmowy powodują pewnego rodzaju oczyszczenie i mogę działać dalej. Wiem, czego zawodnicy ode mnie oczekują, a ja chcę być tą osobą, która daje tlen drużynie, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Nie jest filozofią wspierać, jak jest łatwo.

JM: A co ma zrobić zawodnik, który nie potrafi jeździć pod presją?

PP: Udać się do fachowca! Żużel to jazda pod presją. Widać to zdecydowanie w sytuacjach, kiedy spasowani, równi zawodnicy spotykają się na jednych zawodach. Im wyższa presja, tym trudniej im nagle robić to, co robili to tej pory dobrze. Popełniają błędy – decyzyjne czy na trasie, a start spod taśmy szwankuje. Sam miałem problem z jazdą pod presją (śmiech). Rozwiązaniem jest obranie pewnego sposobu myślenia. Trzeba nauczyć skupiać się na jednym, na robocie, na tu i teraz oraz na tym, żeby mieć z tego fun. Trzeba mieć też świadomość tego, że zawody możesz przegrać już w szatni. Fachowiec twojego pokroju jest od tego, by zawodnik nauczył się wykonywać swoje zadanie pod presją. Nauczyłaś mnie wiele technik, jedna mówi o tym, by nauczyć się tego samego podejścia do każdego startu.

JM: Wiem, że sprzęt jest ważny w żużlu, bo sam mnie tego nauczyłeś. Mam jednak wrażenie, że żużlowcy skupiają się za dużo na sprzęcie i jedynie w nim upatrują wpływ na swoją jazdę.

PP: Coś w tym jest. Oczywiście, że sprzęt jest ważny, ale umiejętność dopasowania silnika jest już ściśle związana z głową. Można na przykład za dużo myśleć nad wyborem silnika, a to jaką podejmujesz decyzję zależy od wielu czynników, tych psychologicznych także. Niewłaściwy mindset zawsze utrudni ten wybór. Emocje zasłaniają właściwy kierunek i w efekcie mogą przyczyniać się do podejmowania błędnych decyzji. Ważne jest wtedy posłuchać uczucia, intuicji. Uczysz tego wszystkiego i warto jest korzystać z fachowej wiedzy w tym zakresie.

JM: Gdybyś miał przyznać udział procentowy w high performance na żużlu, jak wyglądałyby proporcje?

PP: Po równo. 25% na sprzęt, 25% na trening żużlowy, 25% na trening fizyczny oraz 25% na trening mentalny.

JM: Dziękuję za rozmowę.


Spełniony Batra o hipnozie, wypaleniu i treningu mentalnym w sztukach walki.

Justyna Macur: Jakie miejsce zajmuje psychologia w Twoim sporcie?

Bartek Batra: Zajmuje drugie miejsce, zaraz po treningu fizycznym, ale w dniu walki przesuwa się na pierwsze. Okres kiedy przygotowujesz się do walki jest ważny, i tu stawiałbym na trening fizyczny i techniczny, prowadząc go mądrze i korzystając z nowoczesnych rozwiązań. Z kolei w dniu startu liczy się już tylko psychologia.

JM: Co spowodowało, że otworzyłeś się na przygodę z psychologią wyczynu?

BB: Szukałem bodźca, chociaż przychodząc na pierwsze spotkanie, tak naprawdę myślałem, że nic nowego mi nie powiesz. Pojawiłem się w stanie depresyjnym, bo przegrałem trzy walki i byłem załamany. Z perspektywy czasu wiem, że trafiłem do ciebie za późno. Kurczę.. (chwila ciszy). Zawodnik powinien zgłaszać się do ciebie wtedy kiedy wygrywa, a nie kiedy jest w kryzysie.

JM: Dlaczego?

BB: To ważne, co motywuje ciebie do walki, dlatego zapytaj sam siebie, czy codzienna rutyna ciebie nakręca. Najgorzej jest, jak nie chce ci się wygrać tej walki. Z jakiegoś konkretnego powodu trudno jest też walczyć w ostatnich miesiącach trwania kariery sportowej. Świadomość tego procesu jest ważna. Odpowiedź jest jedna - to proces ma cię motywować, a nie efekt.

JM: Pomimo tego, dały Tobie coś nasze spotkania?

BB: Pracując z tobą odniosłem wrażenie, że te wszystkie kwestie psychologiczne przybliżyłaś mi na nowo, pomimo że byłem dinozaurem (śmiech). Rozkładaliśmy mój proces myślowy na czynniki pierwsze i mogłem te moje myślenie zrozumieć jeszcze raz, świadomie. Było mi trudno, by znowu zacząć skupiać się na zadaniu, ale ze spotkania na spotkanie umacniałem się w tym, chciałem wrócić i wierzyłem w to. Szkoda, że nie zdążyłem nauczyć się autohipnozy, ale najpierw musieliśmy wyjść z depresji i zawodowego wypalenia. Pamiętam, jak wtedy, na samą myśl o walce, tak naprawdę już chciałem ją kończyć. Dzisiaj mam tak, że za tym zatęskniłem, a fizycznie czuję się rewelacyjnie. Poza tym, cieszy mnie trenowanie innych. Wykorzystuję do tego swoje doświadczenie oraz wskazówki mentorów, których spotkałem na swojej drodze, w tym ciebie. Ja byłem pitbullem, a swoich zawodników chcę uczyć czegoś innego.

JM: Co chcesz zatem im przekazać?

BB: Róbcie to zgodnie z filozofią sztuki walki, promujcie umiar, mądrość i siłę. Uczcie się wychodzić do swoich walk zahipnotyzowani. Wola walki musi być wewnętrzna i widoczna, coś z pitbulla trzeba wziąć, chociażby dlatego, że jest ona oceniana przez sędziów w trakcie rywalizacji. Ale nie musisz być chuliganem, by walczyć. Mamy nowe pokolenie zawodników, wychowywanych zupełnie w innych czasach, z dostępem do nowoczesnego sprzętu, którzy mogą to robić po prostu profesjonalnie. Co się za tym kryje? Dbanie o dietę, przygotowanie fizyczne, techniczne i mentalne. Jasne, że streetfight pomaga, ale skupiłbym się raczej na połączeniu ze sobą dwóch sił tzn. z jednej strony korzystam z profesjonalnego sprzętu, a z drugiej - świadomie pracuję nad sobą.

JM: Ale zdążyłeś doświadczyć całej tej otoczki związanej z treningiem mentalnym?

BB: To regularne spotkania ze specjalistą. Powodowały, że zacząłem uświadamiać sobie wiele rzeczy. Analizowałem na nowo swoje błędy i walki. Wywnioskowałem, że kluczowe jest nastawienie i koncentracja. Zdecydowanie pomaga skupianie się na jednym, na sobie i na zadaniu. Psychologia to też dobry narożnik i poczucie skuteczności wyrobione na treningach i camp'ach. To było zawsze dla mnie ważne.

JM: Dostrzegam w Tobie przemianę..

BB: Tak, teraz jestem inny. Byłem uczony, żeby się nie otwierać, a dzisiaj rozmawiam otwarcie. Zmieniłem myślenie i puszczam rzeczy, na które nie mam wpływu. Przestałem się przejmować i czerpię z życia. Jestem odporniejszy, zacząłem żyć świadomie i odważnie. Zobacz, ja cały czas się uśmiecham. Jestem szczęśliwy i spełniony. Skupiam się na tym, co jest teraz i doceniam to, co mam. Pozbyłem się kompleksów, bo doceniłem siebie. Chcę być najlepszą wersją siebie dla swojej córki.

JM: Dziękuję za rozmowę.


Hipnoza w sporcie. O konieczności aktualizacji podejścia do psychologii w polskim wyczynie.

Ktokolwiek powołuje do życia myśl nową, nowe formy i siły, musi spotkać się z oporem dawnych myśli i sił. Choć stworzony do postępu, opiera mu się człowiek już to z lenistwa, już to że się przywiązał do starego i porządku, choćby nowy był lepszy.

Didon

 

Cieszę się, że przybywa wyczynowców skorych do pracy nad umiejętnościami autohipnozy sportowej. Siatkówka, żużel, tenis stołowy, bieganie, kulturystyka, strzelectwo, sztuki walki, MTB, petanque, pływanie mają już swoich przedstawicieli nowego podejścia.

Psychologia w sporcie nie może być tylko koncentracją na oddechu, radzeniem sobie ze stresem, presją i depresją. Zmian wymaga nie tylko mindset sportowców, ale ich rodziców, opiekunów i trenerów. Należy otworzyć oczy i zacząć odkrywać oraz stosować nowe nazewnictwo, metodyki i rozwiązania.

Priming, 10 transowa, odmienne stany świadomości, w tym głębokiej koncentracji, korzystne KAPE czy wprowadzenie regeneracji psychicznej jako jednostki treningowej, to tylko niektóre wymienione zagadnienia warte wdrożenia do polskiej myśli szkoleniowej.

Rok 2023 był mądry i owocny, z przeszkodami, ale rozwojowy. Przed nami konsekwentna praca nad tym, jak umiejętnie przenosić informację z poziomu semantycznego na poziom somatyczny oraz jak szybko przekształcać reakcję psychiczną w pożądaną reakcję fizjologiczną. Niedługo poznacie relacje kolejnych sportowców zadowolonych z wprowadzania nowoczesnych rozwiązań.

 

Do zobaczenia w Nowym Roku!

Justyna Macur


Katarzyna Błasiak: Odkryłam procesy koncentracji na nowo.

Katarzyna Błasiak rok temu rozpoczyna przygodę z psychologią wyczynu w trudniejszym momencie swojej kariery sportowej. Utytułowana zawodniczka odkrywa procesy koncentracji na nowo, a o swoich doświadczeniach z treningiem mentalnym i odczuciach opowiada tak:

Katarzyna Błasiak: Zdecydowałam się na współpracę w momencie, kiedy moja gra przestała mnie cieszyć, w momencie kiedy gdzieś pogubiłam się z moją techniką rzutu, co w efekcie doprowadzało mnie do frustracji. Byłam zagubiona, bo nagle straciłam przyjemność z tego co robiłam do tej pory, a moje rzuty przestały być skuteczne. Zaczęłam analizować to wszystko i stwierdziłam, że przyczyna może „siedzieć” w głowie, dlatego wykonałam telefon i pojawiłam się na spotkaniu.

Justyna Macur: Upłynął ponad rok naszej współpracy. Jak z perspektywy czasu odbierasz zajęcia?

KB: Przyznam, że początkowo podchodziłam do zajęć ostrożnie, może i nawet sceptycznie. Jednak spodobało mi się, jak konkretnie i trafnie odpowiadasz na moje potrzeby, tłumacząc stopniowo mechanizmy rządzące moją psychiką. Z czasem otwierałam się bardziej, a to powodowało, że mogłam rozwijać się mentalnie i zaczęło mieć pozytywny wpływ na mój sport. I wiesz co? Podoba mi się, że mogę opowiedzieć Tobie, co dzieje się ze mną oraz co dzieje się w moim sporcie. Wychodzę stąd "lżejsza", czuję się lepiej i mam rozwiązania na przyszłość.

JM: W jakich obszarach dostrzegasz progres, a w jakich są jeszcze rezerwy?

KB: Progres zdecydowanie postrzegam w adaptacji. Stałam się zawodniczką, która szybciej akceptuje rzeczy, na które nie ma wpływu. Jest to bardzo ważne, bo odczułam, że łatwiej koncentruje mi się wtedy "na jednym", a rzuty odbywają się po prostu w transie. Moje analityczne myślenie zmniejszyło się, co skutkuje tym, że moja gra jest spokojniejsza, a rzuty są płynniejsze i powtarzalne.

JM: A nad czym chciałabyś pracować dalej?

KB: Są rzeczy, które muszę bardziej systematycznie stosować, takie jak rozgrywanie swoich startów w szatni. Chcę dalej uczyć się budowania korzystnego stanu, zarówno przed, jak i w trakcie gry. Moje podejście wymaga dalej poprawek, w tym mindset, jakim się kieruje. Chcę dążyć do stanu, kiedy robię to swobodnie, pewnie, a moje samopoczucie mi sprzyja.

JM: Coś doradziłabyś kolegom i koleżankom po fachu a propos pracy mentalnej?

KB: Żeby dążyli do tego, by mieć z tego fun. Żeby rezygnowali z myślenia negatywnego, bo to naprawdę nic nie daje. Ja na nowo odkryłam koncentrację, wiem co ma na nią wpływ, a co jej przeszkadza. Uczę się nowego sposobu myślenia takiego, który mi sprzyja. Fajnie jest to wszystko wiedzieć.

JM: Dziękuję za rozmowę.


M. Ziółkowska: pozbyłam się problemów blokujących mój sportowy rozwój.

Za mną udany sezon startowy. Pierwszy, w którym czułam się w pełni zdrowa, od ponad 3 lat, czyli od czasu, w którym zaczęłam się zmagać z boreliozą i powikłaniami po tej podstępnej chorobie. Trudno mi było w tym czasie pogodzić się z utratą formy fizycznej, a powrót do zdrowia i normalnych treningów okazał bardzo długim procesem.

Nie lubię wracać do przeszłości, ale pewnie nie jestem jedyną osobą, której podobne problemy zdrowotne utrudniły uprawianie sportu. Zdałam sobie sprawę, że mimo tego, iż był to dla mnie bardzo trudny okres, to wychodzenie z tego stanu okazało się bardzo budujące. Dlatego pomyślałam, że to dobry moment, aby podzielić się tym doświadczeniem.

W 2020 roku jeszcze przed sezonem treningi zaczęły mi sprawiać coraz więcej trudności. Wtedy moją uwagę  zwróciła plama wokół miejsca, gdzie jakiś miesiąc wcześniej zostałam ukąszona przez kleszcza. To był rumień charakterystyczny dla boreliozy. W trakcie i po kuracji antybiotykowej moja kondycja fizyczna dramatycznie się pogorszyła. Problemy oddechowe doprowadziły mnie do stanu, w którym wysiłek fizyczny sprawiał mi wielki ból.

Dlaczego mi się to przytrafiło i kiedy to się skończy?

Mimo iż przez cały czas próbowałam trenować z nadzieją, że ten stan szybko się poprawi, nic takiego nie następowało. W tym czasie chodziłam od lekarza do lekarza, szukając cudownego leku na moje dolegliwości. Jednocześnie brałam udział w maratonach MTB, ale wybierałam te najdłuższe, bo mój aktualny stan pozwalał na utrzymanie średniego tempa nawet przez kilka godzin, ale nie byłam w stanie zwiększyć intensywności. Cały czas żyłam nadzieją, że zaraz wyzdrowieję. To trwało aż do październikowej edycji Bike Maratonu w Świeradowie-Zdrój, gdzie podjazd na Łącznik był dla mnie tak wyczerpujący, że nie byłam w stanie dobrze trzymać kierownicy i na asfaltowym zjeździe wylądowałam na asfalcie, mocno zdzierając sobie skórę na nodze. Chyba dopiero wtedy dotarło do mnie, w jakim fatalnym stanie jest mój organizm.

Czas pogodzić się z sytuacją.

Intensywny wysiłek fizyczny był dla mnie koszmarem a podjazdy stały się dla mnie potwornie trudne. Trudno było mit to zrozumieć i pogodzić się z tym, że jazda rowerem MTB po górach, która była dla mnie zawsze największą przyjemnością, sprawiała mi tyle bólu. Ale nie mogłam przestać kochać gór i marzyć o tym, by znów móc czuć tą przyjemność z pokonywania podjazdów. Szukałam odpowiednich lekarzy, specjalistów, porad w Internecie, rozmawiałam z ludźmi, którzy mieli podobne problemy. Próbowałam zdiagnozować swój stan zdrowia, co nie było łatwe. Na pierwszy rzut oka wyglądałam na osobę zdrową, ale mój organizm nie chciał normalnie funkcjonować podczas treningów.

Jak wrócić do zdrowia?

Zaczęłam intensywnie myśleć, jak mogę wrócić do zdrowia. Czytałam różne książki, artykuły, przesłuchałam wiele podcastów. Wprowadzałam drobne zmiany do codziennego życia (łącznie z tym, że uczyłam się od nowa poprawnie oddychać). Niektóre z tych zmian powodowały, że czułam się lepiej, więc zostawały ze mną na stałe. Energia powoli zaczęła wracać. Podejmowałam się różnych wyzwań, szukałam miejsc, które dobrze wspominałam i wiedziałam, że dadzą mi  zastrzyk pozytywnej energii.

Jedną sytuację zapamiętałam szczególnie. Byłam w austriackim Ischgl na etapówce MTB, gdzie bardzo słabo się spisałam na wyścigach, ale w dzień wyjazdu bardzo chciałam jeszcze raz podjechać do górnej stacji wyciągu Idalp położonej na wysokości ok. 2300 metrów n.p.m. Żeby tego dokonać musiałam wstać o 6 rano, żeby o 7 godzinie zacząć już podjazd na rowerze. Wtedy poczułam (i przypomniałam sobie) jak dobrze na mnie działa takie wczesne wstawanie. Cała wyprawa tamtego dnia była niesamowita: chmury nad doliną, przepiękne widoki, górskie powietrze i skaliste szczyty nade mną. Wtedy zrozumiałam, że mogę spokojnie wrócić do wcześniejszej pory wstawania, co w czasie wychodzenia z choroby było nierealne. Nie dość, że nie byłam w stanie się dobudzić, to przez długi czas czułam, że nie mam siły ani energii do funkcjonowania. Tamten moment był jedną z oznak, że wracam do zdrowia.

Powoli, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, zauważałam powolną poprawę samopoczucia i rosła we mnie wiara w pełny powrót do zdrowia.

Jak zbudować formę po chorobie?

Niestety odbudowanie formy fizycznej okazało się bardziej skomplikowanym procesem. Problemy z szybkim powrotem do dyspozycji sprzed choroby wywoływało frustracje i odbiło się na mojej psychice. Wtedy też rozpoczęłam współpracę z psychologiem sportu Justyną Macur, która pomagała mi zmienić tok myślenia i skoncentrować swoją uwagę na procesie budowania nowej formy fizycznej. Zaczęłam dostrzegać, gdzie mam największe braki treningowe i czego potrzebuję, by przygotować się dobrze do kolejnego sezonu.

Budujący proces.

Sama wiedza o tym, jak trenować, nie wystarcza do zbudowania dobrej formy. Doświadczenia po chorobie nie pomagały mi, bo ta niestety pozostawiła po sobie trwały ślad. Musiałam nauczyć się cierpliwości, potrzebowałam spokoju i wiary w to co robię.

I tak, minionej zimy, krok po kroku, wprowadzałam kolejne zmiany w treningach na rowerze czy siłowni, które pomagały mi czuć się lepiej i w efekcie solidnie przygotować się do sezonu. W kontekście tych ostatnich lat, powrót do rywalizacji w Elicie na międzynarodowych zawodach był dla mnie całkiem nowym, ekscytującym doświadczeniem. Ukończenie trzech edycji Pucharu Świata w maratonie MTB czy start w Mistrzostwach Świata w Maratonie MTB w Glasgow jeszcze rok temu wydawało mi się zupełnie nierealne.

Oczywiście nie jestem jeszcze całkowicie zadowolona ze swojej formy sportowej, czuję, że jest jeszcze sporo do poprawy. Jednak największym sukcesem dla mnie jest powrót do zdrowia :) oraz fakt, że pozbyłam się problemów blokujących mój sportowy rozwój i równowagę emocjonalną.

W najbliższym czasie znów rozpocznę przygotowania do następnego sezonu! Parę wyzwań wciąż jeszcze czeka!

Michalina Ziółkowska


Bartek Przedwojewski: Nie zawierzam biegu losowi, wolę mieć nad nim kontrolę.

Justyna Macur: Gdybyś porównał siebie z pierwszego spotkania z dzisiejszym Bartkiem to..

Bartek Przedwojewski: Od czasu naszego pierwszego spotkania stopniowo zmieniam podejście do biegania i swojej kariery. Koncentruję się na procesie, wyciągam wnioski i go modyfikuję. Dzisiaj skupiam się na sobie i na słuchaniu swojego ciała. Modyfikuję na bieżąco treningi, otwarcie rozmawiam z trenerem o swoich uwagach i zmianach. Kiedyś tego nie robiłem...

Trafiłem do Ciebie w trudnym dla mnie czasie. Coś wcześniej poszło nie tak. Zrozumiałem, dlaczego doszło do przetrenowania. Dzisiaj stawiam swoje cele inaczej, postawiłem na bieganie, mam większy spokój i radość z tego co robię.

JM: Jak wygląda to w praktyce, możesz powiedzieć coś więcej czytelnikom?

BP: Trening mentalny wpłynął na moją wydajność. Największy problem był z tym, jak i jakie jednostki treningowe realizować w trakcie trwania sezonu, pomiędzy startami. Stąd głównym celem na ten sezon było biegać równo i powtarzalnie. Dobrze jest nauczyć się słuchać swojego ciała, by mądrze zarządzać jednostkami treningowymi. Dobrze jest być uważnym, na to co się myśli i jak podchodzi do swojego startu, bo myśli wpływają na ciało...

Nie chcę żyć wynikami, oczekiwaniami. Zanim wystartuję wchodzę w określony stan. Dbam o to, by wystartować w stanie, który mi sprzyja. Kiedy jestem niespokojny, szukam przyczyny i reguluję to. Programuję się poprzez wizualizację biegu np. planując intensywność na poszczególnych odcinkach. Nie zawierzam biegu losowi, wolę mieć nad nim kontrolę. Zamiast tego określam sobie zadania, które chcę wykonać na trasie. Dzięki temu jestem spokojny, o to co chcę zrobić, bo na te rzeczy mam wpływ. Następnie pobudzam się, po to by konsekwentnie i odważnie realizować swoje założenia!

JM: Dziękuję za rozmowę.

(zobacz wpis z 18 kwietnia Bartek Przedwojewski: bieg wygrywa się w szatni.)